Nienawidzę poniedziałków. Zdążyłeś się rozleniwić przez weekend, a tu już do szkoły. Najlepsze są piątki, zdecydowanie. Wyłączyłem budzik, niechętnie wstałem i poszedłem do łazienki. Wziąłem prysznic, umyłem zęby, wyperfumowałem się oraz ubrałem. Założyłem czarne jeansy, siwą koszulkę oraz koszulę. Wyszedłem z pokoju, zjadłem śniadanie i ruszyłem do szkoły. Coś czuję, że dziś będzie pechowy dzień, a zaczęło się od tego że zabrakło mi paliwa w aucie, a niedawno tankowałem. Ten raz, można się przejść. Będąc na miejscu, od razu ruszyłem do szatni, a później pod salę. Jako pierwszy mieliśmy J. polski, nie przepadam za nim, wolę Hiszpański. Wiadomo dlaczego. - zaśmiałem się w duchu. Zająłem moje miejsce obok przyjaciela, Huberta i czekaliśmy na panią. Ta trochę się spóźniła a na dodatek, weszła z jakąś nową dziewczyną. Całkiem ładną.
Jo: Kochani, przywitajcie ładnie nową koleżankę, Julię. - powiedziała uśmiechając się do niej.
Wszyscy powiedzieli jednogłośne, obojętne "cześć" pani skarciła nas wzrokiem, jak zawsze zresztą.
Jo: Szymon, usiądziesz z nową koleżanką. - powiedziała i przesadziła Huberta do innej dziewczyny.
Nic nie powiedziałem, bo wiedziałem że nie ma sensu ona i tak zrobi co będzie chciała. Lekcja przebiegła błyskawicznie, o dziwo. Starałem się słuchać, lecz było to nadzwyczaj nudne, jak nigdy. Gdy zadzwonił dzwonek wszyscy wybiegli z sali, wiadomo, teraz W-F. Mimo to, ja postanowiłem zagadać do dziewczyny.
S: Szymon jestem. - uśmiechnąłem się.
J: Julia. - odwzajemniłem uśmiech.
S: Chcesz może, żebym cię oprowadził po szkole? - spytałem.
~~Julia~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz