wtorek, 23 grudnia 2014

Od Julii - Cholerny poniedziałek.. (Szymon.)

Strasznie się bałam, ale już, po wszystkim. Szymon mnie uratował, byłam mu naprawdę wdzięczna, ale nie chciałam już nigdzie więcej jechać. Miałam wszystkiego dosyć.
J: Jedźmy, ale wiesz wolałabym, abyś odwiózł mnie do domu. Oczywiście, jeśli możesz. - poprosiłam.
S: Pewnie. Jak chcesz.
Wyszliśmy z budynku i poszliśmy na parking, gdzie były zaparkowane najróżniejsze pojazdy. Okazało się, że Szymon przyjechał tu motorem. Trochę się bałam, ale po chwili strach odleciał. Jechaliśmy kilka minut. Byliśmy koło mojego domu, godzina nie była, aż tak późna.
J: No, to cześć. - uśmiechnęłam się do niego i weszłam do mieszkania.
Usłyszałam, jak chłopak mi odpowiada, coś typu ,,cześć". Weszłam do domu i u progu zastałam zaniepokojoną mamę.
M: Już, tak prędko ? - spytała.
J: No impreza, to był jeden wielki syf i totalnie zjebana.
M: Młoda damo, jak Ty się wyrażasz!
J: Oj, mama daj spokój. - przewróciłam oczami.
M: Trzeźwa jesteś? I, kto Cię przywiózł? - wypytywała mnie.
J: Serio? Będziesz mi teraz przesłuchanie robiła..
M: Odpowiedz.
J: Nie piłam i przywiózł mnie Szymon.
M: Jaki Szymon?
J: Taki jeden z naszej klasy.
M: Aaa..
J: Nie, to nie jest mój chłopak. - oznajmiłam. - Idę spać, pa. - poszłam do łazienki.
Umyłam się i wyczesałam. Następnie wróciłam do swojego pokoju. Ubrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Uświadomiłam sobie, że nie mam numeru Szymona. Popisałam z moją koleżanką i odpłynęłam w sen. Obudził mnie dzwonek od telefonu. Było, po siódmej, więc mogłam spóźnić się do szkoły, a tego nie chciałam. Szybko założyłam bluzkę i spodnie. Poszłam na śniadanie, a następnie umyłam się i umalowałam. Tym razem wzięłam rower i czym prędzej pojechałam do szkoły.

(Szymon.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz