Wstałam wcześnie rano. Ubrałam się w dres i poszłam pobiegać z Zeusem. Mała dziadyga jakby nie poszła pobiegać zmieniłaby mój pokój
w pobojowisko. Nasza stała trasa to obiec cały park dookoła. Mija
godzina, a od razu po przyjściu ląduję pod prysznicem. Eh...
poniedziałek jak ja nienawidzę poniedziałków. Szósta trzydzieści suszę
włosy i zaczynam się szykować. Szybko po drodze zjadłam jogurt
brzoskwiniowy i ruszam. Lekcje szybko mi mijały.
- Cześć – powiedziała jakaś dziewczyna siedząca obok mnie
- Hej – uśmiechnęłam się radośnie- Nowa
- Tak.
- Isabel, dla przyjaciół Ibby .
(Julia?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz