sobota, 27 grudnia 2014

Od Bena - Pielęgniarkę ? (Julia)

Wstaję leniwie z łóżka. Kużdwa do szkoły. Jak mi się nie chce, ale muszę. Wchodzę pod zimny prysznic. Teraz czuję się pobudzony i pełen energii. Kurde zaraz się spójnię. Rzucam na siebie szarą koszulkę, nike i biegnę. Zdążyłem na pięć minut przed dzwonkiem. Idę do szatni. Gówniarze biegają i nie patrzą przed siebie. To najlepszy skrót do mojej klasy więc idę dalej. Naglę jakaś dziewczyna przez przypadek wpadła na tor biegu chłopaka i leci z nim na ziemię. Szybko łapię ją pięć centymetrów od zderzenia z twardą podłogą.
- Uważaj trochę - warknąłem na szczeniaka - Nic ci nie jest. Cala jesteś? Zabrać cię do pielęgniarki - zwróciłem się do zdezorientowanej dziewczyny.

Julia?

Od Bena – Pomóc? (Nathaly)

-Nie ma sprawy – uśmiechnąłem się – Idziesz do szkoły ?
- Tak.
- O to fajnie ja też. Mogę pójść z tobą, jeżeli oczywiście obie to nie będzie przeszkadzało.
- Nie spoko możesz iść. - uśmiechnęłam się promienie
- Ben
-Nathaly
- Miło mi cię poznać. Pomóc ci z plecakiem ?

Nathaly?

Od Nathaly

Obudził mnie budzik. Otworzyłam oczy i przetarłam je.-Dziś poniedziałek...-Wymamrotałam. -Nowa uczennica-Dodałam po chwili.-Wyśmiewanie, przezywanie i te inne pierdoły. -Wyszczerzyłam się sama do siebie, lecz był to wymuszony uśmiech. Usiadłam na łóżku, obok moich nóg zaczął wałęsać się R3hab.-Się masz młody.-Podrapałam go pod brodą, a ten zamerdał ogonem najwyraźniej zadowolony i domagający się więcej pieszczot. Wstałam, po czym chwiejnym krokiem ruszyłam do toalety. Ubrałam luźną białą koszulę (Oczywiście, że męską~) z nadrukiem tuż nad piersią logo DVBBS. Obiecałam Alexowi, że ją nałożę, a ja słowa zawsze dotrzymuję. Wygrzebałam czarne, krótkie spodenki, spod sterty niewyprasowanych jeszcze ubrań. Po około dwudziestu minutach wyszykowałam się. Mama zawsze powiadała, iż wybieram się jak sójka za morze. Gdy wspomniałam swój rodzinny dom, wywinęłam momentalnie oczami, na znak pogardy. Spojrzałam na jadalnię, a później na swój brzuch. Zrobiłam tak zwany "dzióbek" -Nie jestem głodna-Oznajmiłam sama do siebie. Poczułam jak coś otarło się o moją nogę. Kucnęłam.-No co jest młody?-Ujęłam jego pyszczek w dłonie i delikatnie ją ruszałam na boki. -Masz być grzeczny, bo jak ni, to nie będzie nagrody-Skarciłam go palcem, a ten cicho szczeknął. Pomaszerowałam do drzwi i nałożyłam białe trampki, chwyciłam z półki swój czarny plecak ze Spider-manem(Nat jest wielką fanką Marvela). -Bajo kochanieńki- Puściłam mu całusa i wyszłam. Słyszałam stłumione przez drzwi, ciche szczekanie, a następnie stukot o panele pazurków. Zakluczyłam drzwi wyjęłam z kieszeni lizaka. -Na to zawsze jest czas .-Uśmiechnęłam się pod nosem i wsadziłam go do buzi. Wygrzebałam telefon i przeglądnęłam skrzynkę odbiorczą, gdy niespodziewanie wpadłam na coś...Twardego. Wpierw myślałam, że to tylko ściana.....No ale ściany nie posiadają mowy.
-Uważaj trochę.-Uniosłam głowę, po czym przetarłam czoło.
-Sorry....-Był to wysoki brunet o zabójczo pięknych oczach. (Tak tak...Słabość do oczu....) Uśmiechnął się.-Przepraszam, ale śpieszę się....

<Jakiś chłopak?>

czwartek, 25 grudnia 2014

Od Isabel - No hejka (Julia)

Wstałam wcześnie rano. Ubrałam się w dres i poszłam pobiegać z Zeusem. Mała dziadyga jakby nie poszła pobiegać zmieniłaby mój pokój w pobojowisko. Nasza stała trasa to obiec cały park dookoła. Mija godzina, a od razu po przyjściu ląduję pod prysznicem. Eh... poniedziałek jak ja nienawidzę poniedziałków. Szósta trzydzieści suszę włosy i zaczynam się szykować. Szybko po drodze zjadłam jogurt brzoskwiniowy i ruszam. Lekcje szybko mi mijały.
- Cześć – powiedziała jakaś dziewczyna siedząca obok mnie
- Hej – uśmiechnęłam się radośnie- Nowa
- Tak.
- Isabel, dla przyjaciół Ibby .
(Julia?)

wtorek, 23 grudnia 2014

Od Julii - Cholerny poniedziałek.. (Szymon.)

Strasznie się bałam, ale już, po wszystkim. Szymon mnie uratował, byłam mu naprawdę wdzięczna, ale nie chciałam już nigdzie więcej jechać. Miałam wszystkiego dosyć.
J: Jedźmy, ale wiesz wolałabym, abyś odwiózł mnie do domu. Oczywiście, jeśli możesz. - poprosiłam.
S: Pewnie. Jak chcesz.
Wyszliśmy z budynku i poszliśmy na parking, gdzie były zaparkowane najróżniejsze pojazdy. Okazało się, że Szymon przyjechał tu motorem. Trochę się bałam, ale po chwili strach odleciał. Jechaliśmy kilka minut. Byliśmy koło mojego domu, godzina nie była, aż tak późna.
J: No, to cześć. - uśmiechnęłam się do niego i weszłam do mieszkania.
Usłyszałam, jak chłopak mi odpowiada, coś typu ,,cześć". Weszłam do domu i u progu zastałam zaniepokojoną mamę.
M: Już, tak prędko ? - spytała.
J: No impreza, to był jeden wielki syf i totalnie zjebana.
M: Młoda damo, jak Ty się wyrażasz!
J: Oj, mama daj spokój. - przewróciłam oczami.
M: Trzeźwa jesteś? I, kto Cię przywiózł? - wypytywała mnie.
J: Serio? Będziesz mi teraz przesłuchanie robiła..
M: Odpowiedz.
J: Nie piłam i przywiózł mnie Szymon.
M: Jaki Szymon?
J: Taki jeden z naszej klasy.
M: Aaa..
J: Nie, to nie jest mój chłopak. - oznajmiłam. - Idę spać, pa. - poszłam do łazienki.
Umyłam się i wyczesałam. Następnie wróciłam do swojego pokoju. Ubrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Uświadomiłam sobie, że nie mam numeru Szymona. Popisałam z moją koleżanką i odpłynęłam w sen. Obudził mnie dzwonek od telefonu. Było, po siódmej, więc mogłam spóźnić się do szkoły, a tego nie chciałam. Szybko założyłam bluzkę i spodnie. Poszłam na śniadanie, a następnie umyłam się i umalowałam. Tym razem wzięłam rower i czym prędzej pojechałam do szkoły.

(Szymon.)

Od Szymona - Cholerny poniedziałek. (Julia)

Byłem pewien, że ojciec mnie puści, ale musiałem się go prosić godzinami. Z mamą nie było by problemu, ale niestety okazało się że musiała zostać w pracy do 22. Ale po jakimś czasie, udało mi się namówić ojca. Poszedłem do góry, ubrałem czarne jeansykoszulę w kratkę a na to czarną kurtkę skórzaną. Później poszedłem do garażu, założyłem kask i ruszyłem do domu, w którym miała odbyć się impreza. Zaparkowałem między dwoma samochodami, zdjąłem kask, poprawiłem włosy i wszedłem do środka. Muzyka była strasznie głośno, aż przesadnie. Było wiele osób, większość znałem ale niektóre twarze były mi nieznane. Rozglądałem się za Julią, znalazłem ją przy napojach, gadała z jakimś dziewczynami. Raczej one gadały, a ona słuchała. Postanowiłem jej nie przeszkadzać. Podeszli do mnie chłopaki, trochę pogadaliśmy. 
K: Planujemy trochę narobić dymu, masz jakiś pomysł? - spytał z szatańskim uśmiechem.
S: Czy wy naprawdę, musicie rozwalać każdą imprezę? - zaśmiałem się pod nosem.
B: Jasne że tak. Bez tego, było by nudno. - uśmiechnął się.
Wyszedłem na dwór, trochę odpocząć od tego gwaru. Zobaczyłem, że jakiś koleś zaczepia Julię. Ewidentnie próbował ją zgwałcić, dotykał tam, gdzie nie powinien. Nie mogłem tak tego zostawić, podszedłem do faceta i energicznym ruchem odepchnąłem go od niej.
S: Spieprzaj stąd. - warknąłem.
C: Tak? Bo co mi zrobisz? - spytał, język mu się plątał, był upity.
Nie mam zamiaru się z nim szczypać, dałem mu w pysk, najwidoczniej stracił przytomność. Potrząsnąłem ręką, trochę bolało. Obróciłem się i kucnąłem przy Julii.
J: Zabiłeś go? - spytała niepewnie.
S: Nie, ale powinienem. - powiedziałem. - Nic ci nie jest? - spytałem patrząc w jej piękne, bystre oczy.
Dziewczyna się rozkleiła i powiedziała że nie, przyciągnąłem ją do siebie i mocno przytuliłem.
S: Już wszystko okey. - powiedziałem łagodnie. - Jedziemy stąd? Znam fajne, ciche miejsce. - spytałem szepcząc jej do ucha.

~~Julia~~

Od Julii - Cholerny poniedziałek. (Szymon)

Zwyczajny poranek, wstałam o 7:00. Zazwyczaj tak wstaję, gdy trzeba iść do szkoły. Tym razem śniadanie zjadłam w piżamie. Poszłam się umyć. Następnie zrobiłam sobie makijaż i uczesałam włosy. Oczywiście, nie zapomniałam się ubrać. Założyłam bluzę i legginsy. Poszłam na pieszo do szkoły. Skręciłam do szatni i zdjęłam kurtkę oraz zmieniłam obuwie, ponieważ w kozakach nie byłoby mi za wygodnie ćwiczyć. Zauważyłam Szymona, który podszedł do mnie i się przywitał.
J: Słabo. - odparłam obojętnie.
S: Dlaczego? Dzisiaj zajebisty dzień się zapowiada. 
J: Taa.. A dlaczego, co dzisiaj jest ? - skierowałam swój wzrok na niego.
S: To Ty nic nie wiesz?  - spytał, jakbym go wprowadzała w błąd.
J: Nie wiem, ale chyba powinnam... No powiedz.
S: Dzisiaj szykuje się impreza.  - oznajmił.
J: Co, jaka impreza?  -  mimika mojej twarzy, wykazywała zdziwienie.
S: No, u Kuczbixa.
J: Kto, to jest?
S: O matko! Ty serio nic nie wiesz.
J: Jak mi wyjaśnisz, to będę wiedziała.
S: Krzychu Kuczbański.
J: Nie znam.
S: Ten z 3b.
J: Ja nie przyjdę ..
S: Co ?! Dlaczego?
J: No, bo pewno będzie to jeden wielki syf. Po za tym nie dostałam zaproszenia.
S: Wbija, kto chce.
J: No, nie wiem..
S: Zrób to dla mnie i wpadnij.
J: Okey. - przewróciłam oczami. - Chodźmy już lepiej na lekcje.
Była informatyka, a później chemia. Dzień minął monotonnie, ale nie z powodu lekcji, a uczniów, którzy gadali tylko o jednym.. o tej imprezie. Podobno miała się zacząć o 18.
J: Mamo .. - nie wiedziałam, jak zacząć na pewno mnie nie puści !
M: Co się stało?
J: Bo dzisiaj jest impreza i chciałabym na nią pójść. - oznajmiłam.
M: Wykluczone, musisz się uczyć.
J: Ej no, wszyscy idą.
M: Ty nie musisz być taka jak wszyscy.
J: Ale chcę i pójdę.
M: Nie!
J: Akurat Ty mi zabronisz. - przewróciłam oczami.
Poszłam do pokoju i schowałam twarz w poduszce. Po chwili do pokoju ktoś wszedł. Była to osoba bardzo mi bliska i usiadła obok mnie.
M: Możesz iść, ale obiecaj, że będziesz na siebie uważać i nie popełnisz takiego głupstwa jakie popełniła twoja siostra.
J: Obiecuję. - uśmiechnęłam się do niej.
M: Dobra, to szykuj się. Przyjedzie, po Ciebie tata.
J: Nie proszę, sama wrócę.
M: O, której ma przyjechać?
J: Zadzwonię ...
Zaczęłam się przygotowywać. Umyłam się i zaczęłam obierać. Założyłam sukienkę i buty na obcasie. Następnie zrobiłam sobie makijaż. Jak zwykle delikatny, bo w takim jest mi najlepiej. Uczesałam się i wyszłam z domu.

( Szymon. )

Od Szymona - Cholerny poniedziałek (Julia)

Westchnąłem cicho. To złe wspomnienia, które niekoniecznie chciałem wspominać. Ale jak pyta, to wypadało by odpowiedzieć... najwyżej zmienię temat.
S: Byłem, póki ten idiota mi go nie zabrał. - powiedziałem tonem mieszanym ze złością a jednocześnie smutkiem. - Odebrał mi go chamsko, więc ja będę mądrzejszy i zrobię to inaczej.
J: A czego jeśli można spytać? - spytała nieśmiało.
S: Piłki Nożnej. - westchnąłem. - Ale nie chcę o tym gadać. - spuściłem wzrok. 
Julia kiwnęła głową i zaczęła przeglądać zeszyty.
S: Ładnie piszesz. - uśmiechnąłem się. 
Chciałem sprawić jej jakiś komplement, mam ich masę w głowie, jak na nią patrzę to same się rodzą. Sam nie wiem, dlaczego powiedziałem akurat to, idiota!
S: O ja pierdziele, teraz matma. - jęknąłem chowając twarz w ręce.
Dziewczyna cicho się zaśmiała. Poszliśmy pod klasę. Lekcja minęła monotonnie, jak zawsze. Ta baba tak przynudza, że... na dodatek nie było gościa, który zawsze tą matmę rozwala. Kolejny pech, ciekawe co jeszcze się stanie... reszta dnia minęła znośnie, wróciłem do domu i jak zwykle, nie zastałem tam nikogo. Rodzice pracują a brat zapewne liże się ze swoją dziewczyną.
Następnego dnia, nie czułem się najlepiej, ale mama mi nie uwierzyła, sam nie wiem dlaczego. Przecież to Oliwer przeważnie wymyśla wymówki, że boli go głowa itd. A nie ja. Wyszedłem na dwór i powdychałem trochę zimnego powietrza, pomogło. Ruszyłem do szkoły, po wyjściu z szatni, zobaczyłem Julię. Rozejrzałem się w koło, nie było nigdzie chłopaków. Podszedłem do niej i usiadłem obok dziewczyny pod ścianą.
S: Hej, co tam? - spytałem.

~~Julia~~

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Od Julii - Cholerny poniedziałek (Szymon)

Uwielbiam polski, znowu dostałam bardzo dobry. Podszedł do mnie i zagadał ten chłopak, z którym siedziałam na poprzedniej lekcji.
J: Jeśli chcesz. - odpowiedziałam nie śmiało.
Szymon zaczął oprowadzać mnie, po szkole. Teraz przy najmniej nie będę się musiała pytać, gdzie co jest.
S: I, jak podoba Ci się szkoła? - spytał.
J: Tak, jest duża i nowocześnie wyposażona. Jednym słowem idealna. - uśmiechnęłam się. - Dzięki.
S: Spoko. Teraz W-F, chodźmy na lekcje.
Graliśmy w siatkówkę. Klasa była podzielona na dwie drużyny. Miałam farta i byłam kapitanem. Moja drużyna wygrała. Moje serce ogarniała radość. Po lekcji zaczepił mnie wuefista.
T: Julia, świetnie grasz. Może chciałabyś dołączyć do naszej drużyny siatkarskiej?
Jestem nowa i jak na razie samo szczęście mnie spotyka.
J: Naprawdę? Z wielką przyjemnością. - uśmiechnęłam się do nauczyciela.
T: To widzimy się na treningu. - wręczył mi harmonogram treningów i spotkań.
Wyszłam z sali i usiałam na ławce, pod oknem. Przysiadł się do mnie Szymon.
S: Czego od Ciebie chciał ten nauczyciel? - zapytał.
J: Spytał, czy dołączę do drużyny siatkarskiej. - uśmiechnęłam się.
S: No, to gratuluję. - odwzajemnił uśmiech.
J: Dzięki, a ty? - spojrzałam na niego. - Na pewno jesteś kapitanem jakiejś dziedziny sportu..

( Szymon . )
 

Szymon - Cholerny poniedziałek (Julia)

Nienawidzę poniedziałków. Zdążyłeś się rozleniwić przez weekend, a tu już do szkoły. Najlepsze są piątki, zdecydowanie. Wyłączyłem budzik, niechętnie wstałem i poszedłem do łazienki. Wziąłem prysznic, umyłem zęby, wyperfumowałem się oraz ubrałem. Założyłem czarne jeansy, siwą koszulkę oraz koszulę. Wyszedłem z pokoju, zjadłem śniadanie i ruszyłem do szkoły. Coś czuję, że dziś będzie pechowy dzień, a zaczęło się od tego że zabrakło mi paliwa w aucie, a niedawno tankowałem. Ten raz, można się przejść. Będąc na miejscu, od razu ruszyłem do szatni, a później pod salę. Jako pierwszy mieliśmy J. polski, nie przepadam za nim, wolę Hiszpański. Wiadomo dlaczego. - zaśmiałem się w duchu. Zająłem moje miejsce obok przyjaciela, Huberta i czekaliśmy na panią. Ta trochę się spóźniła a na dodatek, weszła z jakąś nową dziewczyną. Całkiem ładną.
Jo: Kochani, przywitajcie ładnie nową koleżankę, Julię. - powiedziała uśmiechając się do niej.
Wszyscy powiedzieli jednogłośne, obojętne "cześć" pani skarciła nas wzrokiem, jak zawsze zresztą.
Jo: Szymon, usiądziesz z nową koleżanką. - powiedziała i przesadziła Huberta do innej dziewczyny.
Nic nie powiedziałem, bo wiedziałem że nie ma sensu ona i tak zrobi co będzie chciała. Lekcja przebiegła błyskawicznie, o dziwo. Starałem się słuchać, lecz było to nadzwyczaj nudne, jak nigdy. Gdy zadzwonił dzwonek wszyscy wybiegli z sali, wiadomo, teraz W-F. Mimo to, ja postanowiłem zagadać do dziewczyny. 
S: Szymon jestem. - uśmiechnąłem się.
J: Julia. - odwzajemniłem uśmiech.
S: Chcesz może, żebym cię oprowadził po szkole? - spytałem.

~~Julia~~

Od Julii - Heej. (Isabel)

Spałam sobie smacznie i śniłam o niebieskich migdałach. Usłyszałam hałas, który wywoływał mój budzik w telefonie. Miałam ochotę trzasnąć, nim o ścianę, ale się powstrzymałam. Wyłączyłam alarm i nie chętnie wstałam z łóżka. Przeciągnęłam się i pościeliłam legowisko. Była 7:00. Przebrałam się w luźną bluzkę i obcisłe jegginsy. Zeszłam do kuchni, gdzie czekała na mnie mama ze śniadaniem.
M: Smacznego. - uśmiechnęła się.
J: Dzięki. Dzisiaj mamy sprawdzian z matmy. - oznajmiłam.
M: Dopiero teraz mi to mówisz?!
Dla mamy było ważnego to jakie mam oceny i jak się uczę, choć ja, to lekceważyłam. Choć mi zależało, żeby być absolwentką .. z matematyki nigdy nie byłam dobra i nie będę.
J: Oj, no nie denerwuj się tak. Uczyłam się. - skłamałam i uśmiechnęłam się sztucznie.
M: No dobrze, ale następnym razem mnie uprzedź, żebym mogła Cię pouczyć.
J: Okey..
Zaczęłam jeść owocowy jogurt. Następnie poszłam do łazienki. Umyłam zęby i twarz. Wróciłam do pokoju, gdzie usiadłam przed lustrem i zaczęłam nakładać na siebie krem i puder. Zrobiłam sobie delikatny makijaż i uczesałam włosy. Kiedy byłam już gotowa wyszłam z domu. Poszłam do szkoły. Pierwszą lekcją był angielski. Uwielbiam ten przedmiot, bardzo mnie interesuje i nauczycielka jest the best. Pisaliśmy długą kartkówkę, a na koniec pani zadała nam pracę domową, którą było napisanie wypracowania. Mimo dużego stężenia nauki, nadal lubię ten przedmiot. Była przerwa usiadłam przy stoliku obok jakiejś dziewczyny. Byłam nowa i zależało mi, aby poznać kogoś nowego.
J: Cześć. - powiedziała nie pewnie.

( Isabel . )