niedziela, 4 stycznia 2015

Zmiany...

Zmiany ...

Za pewne zauważyliście, że jestem, co raz mniej na Blogu i nie dodaje waszych opowiadań. 
Przepraszam, za to, ale mam, co raz mniej czasu.
Więc od tej pory, każdy podaje mi swój e-mail na Howrse i sam dodaje swoje opowiadania.
Jeśli komuś się nie podoba ten pomysł, skrytykujcie go w komentarzu, a może uda wam się przywrócić dawny sposób dodawania opowiadań...
 

sobota, 27 grudnia 2014

Od Bena - Pielęgniarkę ? (Julia)

Wstaję leniwie z łóżka. Kużdwa do szkoły. Jak mi się nie chce, ale muszę. Wchodzę pod zimny prysznic. Teraz czuję się pobudzony i pełen energii. Kurde zaraz się spójnię. Rzucam na siebie szarą koszulkę, nike i biegnę. Zdążyłem na pięć minut przed dzwonkiem. Idę do szatni. Gówniarze biegają i nie patrzą przed siebie. To najlepszy skrót do mojej klasy więc idę dalej. Naglę jakaś dziewczyna przez przypadek wpadła na tor biegu chłopaka i leci z nim na ziemię. Szybko łapię ją pięć centymetrów od zderzenia z twardą podłogą.
- Uważaj trochę - warknąłem na szczeniaka - Nic ci nie jest. Cala jesteś? Zabrać cię do pielęgniarki - zwróciłem się do zdezorientowanej dziewczyny.

Julia?

Od Bena – Pomóc? (Nathaly)

-Nie ma sprawy – uśmiechnąłem się – Idziesz do szkoły ?
- Tak.
- O to fajnie ja też. Mogę pójść z tobą, jeżeli oczywiście obie to nie będzie przeszkadzało.
- Nie spoko możesz iść. - uśmiechnęłam się promienie
- Ben
-Nathaly
- Miło mi cię poznać. Pomóc ci z plecakiem ?

Nathaly?

Od Nathaly

Obudził mnie budzik. Otworzyłam oczy i przetarłam je.-Dziś poniedziałek...-Wymamrotałam. -Nowa uczennica-Dodałam po chwili.-Wyśmiewanie, przezywanie i te inne pierdoły. -Wyszczerzyłam się sama do siebie, lecz był to wymuszony uśmiech. Usiadłam na łóżku, obok moich nóg zaczął wałęsać się R3hab.-Się masz młody.-Podrapałam go pod brodą, a ten zamerdał ogonem najwyraźniej zadowolony i domagający się więcej pieszczot. Wstałam, po czym chwiejnym krokiem ruszyłam do toalety. Ubrałam luźną białą koszulę (Oczywiście, że męską~) z nadrukiem tuż nad piersią logo DVBBS. Obiecałam Alexowi, że ją nałożę, a ja słowa zawsze dotrzymuję. Wygrzebałam czarne, krótkie spodenki, spod sterty niewyprasowanych jeszcze ubrań. Po około dwudziestu minutach wyszykowałam się. Mama zawsze powiadała, iż wybieram się jak sójka za morze. Gdy wspomniałam swój rodzinny dom, wywinęłam momentalnie oczami, na znak pogardy. Spojrzałam na jadalnię, a później na swój brzuch. Zrobiłam tak zwany "dzióbek" -Nie jestem głodna-Oznajmiłam sama do siebie. Poczułam jak coś otarło się o moją nogę. Kucnęłam.-No co jest młody?-Ujęłam jego pyszczek w dłonie i delikatnie ją ruszałam na boki. -Masz być grzeczny, bo jak ni, to nie będzie nagrody-Skarciłam go palcem, a ten cicho szczeknął. Pomaszerowałam do drzwi i nałożyłam białe trampki, chwyciłam z półki swój czarny plecak ze Spider-manem(Nat jest wielką fanką Marvela). -Bajo kochanieńki- Puściłam mu całusa i wyszłam. Słyszałam stłumione przez drzwi, ciche szczekanie, a następnie stukot o panele pazurków. Zakluczyłam drzwi wyjęłam z kieszeni lizaka. -Na to zawsze jest czas .-Uśmiechnęłam się pod nosem i wsadziłam go do buzi. Wygrzebałam telefon i przeglądnęłam skrzynkę odbiorczą, gdy niespodziewanie wpadłam na coś...Twardego. Wpierw myślałam, że to tylko ściana.....No ale ściany nie posiadają mowy.
-Uważaj trochę.-Uniosłam głowę, po czym przetarłam czoło.
-Sorry....-Był to wysoki brunet o zabójczo pięknych oczach. (Tak tak...Słabość do oczu....) Uśmiechnął się.-Przepraszam, ale śpieszę się....

<Jakiś chłopak?>

czwartek, 25 grudnia 2014

Od Isabel - No hejka (Julia)

Wstałam wcześnie rano. Ubrałam się w dres i poszłam pobiegać z Zeusem. Mała dziadyga jakby nie poszła pobiegać zmieniłaby mój pokój w pobojowisko. Nasza stała trasa to obiec cały park dookoła. Mija godzina, a od razu po przyjściu ląduję pod prysznicem. Eh... poniedziałek jak ja nienawidzę poniedziałków. Szósta trzydzieści suszę włosy i zaczynam się szykować. Szybko po drodze zjadłam jogurt brzoskwiniowy i ruszam. Lekcje szybko mi mijały.
- Cześć – powiedziała jakaś dziewczyna siedząca obok mnie
- Hej – uśmiechnęłam się radośnie- Nowa
- Tak.
- Isabel, dla przyjaciół Ibby .
(Julia?)

wtorek, 23 grudnia 2014

Od Julii - Cholerny poniedziałek.. (Szymon.)

Strasznie się bałam, ale już, po wszystkim. Szymon mnie uratował, byłam mu naprawdę wdzięczna, ale nie chciałam już nigdzie więcej jechać. Miałam wszystkiego dosyć.
J: Jedźmy, ale wiesz wolałabym, abyś odwiózł mnie do domu. Oczywiście, jeśli możesz. - poprosiłam.
S: Pewnie. Jak chcesz.
Wyszliśmy z budynku i poszliśmy na parking, gdzie były zaparkowane najróżniejsze pojazdy. Okazało się, że Szymon przyjechał tu motorem. Trochę się bałam, ale po chwili strach odleciał. Jechaliśmy kilka minut. Byliśmy koło mojego domu, godzina nie była, aż tak późna.
J: No, to cześć. - uśmiechnęłam się do niego i weszłam do mieszkania.
Usłyszałam, jak chłopak mi odpowiada, coś typu ,,cześć". Weszłam do domu i u progu zastałam zaniepokojoną mamę.
M: Już, tak prędko ? - spytała.
J: No impreza, to był jeden wielki syf i totalnie zjebana.
M: Młoda damo, jak Ty się wyrażasz!
J: Oj, mama daj spokój. - przewróciłam oczami.
M: Trzeźwa jesteś? I, kto Cię przywiózł? - wypytywała mnie.
J: Serio? Będziesz mi teraz przesłuchanie robiła..
M: Odpowiedz.
J: Nie piłam i przywiózł mnie Szymon.
M: Jaki Szymon?
J: Taki jeden z naszej klasy.
M: Aaa..
J: Nie, to nie jest mój chłopak. - oznajmiłam. - Idę spać, pa. - poszłam do łazienki.
Umyłam się i wyczesałam. Następnie wróciłam do swojego pokoju. Ubrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Uświadomiłam sobie, że nie mam numeru Szymona. Popisałam z moją koleżanką i odpłynęłam w sen. Obudził mnie dzwonek od telefonu. Było, po siódmej, więc mogłam spóźnić się do szkoły, a tego nie chciałam. Szybko założyłam bluzkę i spodnie. Poszłam na śniadanie, a następnie umyłam się i umalowałam. Tym razem wzięłam rower i czym prędzej pojechałam do szkoły.

(Szymon.)

Od Szymona - Cholerny poniedziałek. (Julia)

Byłem pewien, że ojciec mnie puści, ale musiałem się go prosić godzinami. Z mamą nie było by problemu, ale niestety okazało się że musiała zostać w pracy do 22. Ale po jakimś czasie, udało mi się namówić ojca. Poszedłem do góry, ubrałem czarne jeansykoszulę w kratkę a na to czarną kurtkę skórzaną. Później poszedłem do garażu, założyłem kask i ruszyłem do domu, w którym miała odbyć się impreza. Zaparkowałem między dwoma samochodami, zdjąłem kask, poprawiłem włosy i wszedłem do środka. Muzyka była strasznie głośno, aż przesadnie. Było wiele osób, większość znałem ale niektóre twarze były mi nieznane. Rozglądałem się za Julią, znalazłem ją przy napojach, gadała z jakimś dziewczynami. Raczej one gadały, a ona słuchała. Postanowiłem jej nie przeszkadzać. Podeszli do mnie chłopaki, trochę pogadaliśmy. 
K: Planujemy trochę narobić dymu, masz jakiś pomysł? - spytał z szatańskim uśmiechem.
S: Czy wy naprawdę, musicie rozwalać każdą imprezę? - zaśmiałem się pod nosem.
B: Jasne że tak. Bez tego, było by nudno. - uśmiechnął się.
Wyszedłem na dwór, trochę odpocząć od tego gwaru. Zobaczyłem, że jakiś koleś zaczepia Julię. Ewidentnie próbował ją zgwałcić, dotykał tam, gdzie nie powinien. Nie mogłem tak tego zostawić, podszedłem do faceta i energicznym ruchem odepchnąłem go od niej.
S: Spieprzaj stąd. - warknąłem.
C: Tak? Bo co mi zrobisz? - spytał, język mu się plątał, był upity.
Nie mam zamiaru się z nim szczypać, dałem mu w pysk, najwidoczniej stracił przytomność. Potrząsnąłem ręką, trochę bolało. Obróciłem się i kucnąłem przy Julii.
J: Zabiłeś go? - spytała niepewnie.
S: Nie, ale powinienem. - powiedziałem. - Nic ci nie jest? - spytałem patrząc w jej piękne, bystre oczy.
Dziewczyna się rozkleiła i powiedziała że nie, przyciągnąłem ją do siebie i mocno przytuliłem.
S: Już wszystko okey. - powiedziałem łagodnie. - Jedziemy stąd? Znam fajne, ciche miejsce. - spytałem szepcząc jej do ucha.

~~Julia~~